Data: 17/01/2026
Wybrałam się na „Dreams” dla Isaaca Hernándeza. Ten urodzony w Guadalajarze jeden z najwybitniejszych artystów baletu, od roku stały członek zespołu American Ballet Theater w randze Principal, wcześniej związany z San Francisco Ballet, Dutch National Ballet, English National Ballet, do puli swoich licznych sukcesów może teraz dodać udany debiut aktorski w pierwszoplanowej roli w filmie słynnego reżysera Michela Franco i w gwiazdorskiej obsadzie z Jessicą Chastain jako Jennifer i Rupertem Friend w roli jej brata Jake’a.
Świetnym pomysłem była decyzja, aby głównym bohaterem stał się młody artysta baletu, meksykański tancerz marzący o pracy w amerykańskim zespole, do którego zostaje szybko przyjęty, bo ma talent i dobrze tańczy. Wsparcie zapewnia mu - prowadząca filantropijną działalność - zamożna amerykańska rodzina. I w Stanach tak to działa. Filantropia spełnia ważną rolę w funkcjonowaniu amerykańskich zespołów baletowych i ich systemie edukacyjnym. Balet jest elitarny, gdyż jest dla wybranych - tancerek i tancerzy z największymi predyspozycjami. Ale też różnorodny i egalitarny, bo talentu nie da się kupić, najlepsi pochodzą ze wszystkich części świata, w tym najbiedniejszych.
Grany przez Isaaca Hernándeza Fernando odniósłby pewnie w Stanach sukces, gdyby na jego drodze nie stanęła niewłaściwa kobieta, która w swoim egoizmie posunęła się znacznie za daleko. A że jednocześnie należała do rdzennie amerykańskiej warstwy uprzywilejowanej, „Dreams” odbiera się na kilku poziomach: społecznym, politycznym, obyczajowym, wpisuje w dyskusję o pozornie tolerancyjnych Amerykanach, wyzysku mniejszości i stosunkach amerykańsko-meksykańskich; jeśli to pominiemy na pierwszy plan wysunie się wątek przemocowy, egoizm silniejszego i bolesne konsekwencje przekraczania granic. Scenariusz „Dreams” nie dorównuje „Tár" Todda Fielda, ale film warto obejrzeć nie tylko dla Isaaca Hernándeza.
Czytaj też:
Netflix i taniec. Hot Chocolate Nutcracker. Szkoła dla wszystkich
Baletowy projekt Kulczyk Foundation